— Zobaczymy. Poświeć ino; nie można tak schodzić lekkomyślnie; a nuż to studnia z wodą? Kto go wie, na co takiej dziury potrzebował.
Zajrzeli w głąb; drabina stroma.
— Nie łaźcie tam! — krzyczał Rafał — przy samych schodach niedźwiadka trzymam na łańcuchu. Mnie ino zna... was podusi i pożre!
— O rety!... — wrzasnął Jasiek i cofnął się.
Wawrzuś parsknął śmiechem.
— Właśnie teraz pójdziemy śmiele. Nie rozumiesz, że plecie byle co, aby nas odstraszyć? Zejdźmy powoli, ja naprzód, nie boję się niedźwiedzia.
Spuścili się po drabince na dół i szli wąziutkim, niskim korytarzykiem.
— Słyszysz, jak pięściami o drzwi tłucze?
— Ojoj... drzwi na kłódkę zamknięte!
— Masz tobie! A teraz co?