— Ukręcić.
— Nie da się; za mocna.
— Ano, to wracajmy jak niepyszni.
— A nie. Kiedy się tak bał, widno jest sposób dotrzeć... aha! Jakeś piwnicę zamykał, widziałem kilka kluczy na rzemyczku.
— A prawda! To te będą.
— Skocz i przynieś.
Z łatwością dobrali klucz i drzwi otwarli; znowu korytarz bardzo długi, na końcu drzwi żelazem okute, z dwoma zamkami.
— Są większe klucze?
— Są.
— No, to otwieraj. Spiżarnia czy co?