— Idziesz czy nie, łobuzie jeden z drugim!
— Złapaliśmy Czarnego Rafała! Bóg świadkiem, że prawdę mówię! — zawołał Wawrzuś, podnosząc rękę jak do przysięgi.
— Jeszcze imienia Boskiego wzywa, zuchwalec jeden!
— Pójdźcież się przekonać, macie nas w ręku. Wyliczycie nam po pięćdziesiąt, nie po dwadzieścia pięć, jeśli nie jest tak, jako mówimy.
— Uczciwie chłopcu z oczu patrzy; cóżeś ty za jeden? — spytał dowódca.
— Mistrza Wita uczeń. Chciejcież uwierzyć i pójść z nami.
— Daleko?
— Na Brzegach; pod cmentarzem świętej Gertrudy.
— Prowadź.
Przez drogę chłopcy opowiedzieli, co tylko wiedzieli o Czarnym Rafale, bez ładu i składu; to jedno mógł rotmistrz zrozumieć, że człowiek zamknięty przez nich w piwnicy musi być jeśli nie tym samym, przez sądy poszukiwanym, to w każdym razie zbójem godnym szubienicy.