— Kiedy to nie wachmistrz. Otwórzcie, wasza miłość. Pożądaną wieść niesiemy. Czarny Rafał w naszym ręku!
Ceklarz526 rozśmiał się głośno.
— Mogłeś co mędrszego wymyślić, tobym cię może wpuścił. Czarny Rafał... proszę ja kogo! Jak już łgać, to dobrze, prawda? Starostowie se zęby na nim połomili527, a dwóch wyrostków go trzyma! Idźcie se do Rafała, może was przenocuje.
— Zaklinamy waszą miłość, wpuśćcie nas do miasta! Sprawa tak wielkiej wagi...
— Będziemy się póty tłukli, aż nas...
— Wawrzuś... straż miejska pod murami... prosto ku nam...
— Co tam za gwałty o północy? Bramę chcecie rozwalić? Stój! Ani kroku! — zawołał rotmistrz ceklarzy.
— Nie w głowie nam uciekać; łaska Boska, żeście, wasze miłoście, nadeszli, może się przecie doprosimy jakiej pomocy.
— Bierzcie chłopaków na strażnicę. Jak dostaną po dwadzieścia pięć odlewanych, to im się odechce burdy robić. No, marsz!
— Ależ ulitujcie się, wasza miłość...