— No, pojrzyjcie teraz, mistrzu! Już i po całym frasunku! Świętemu posłużyłem, was pocieszyłem, a sam w te pędy... o rety!

— Co... co... Stanko... czy Wawrzuś spadł?

— Ależ nie, ojcze; stoi ano jeszcze na górze i beczy. Co ci się stało?

— O rety, rety... święci anieli!

— Rękeś złamał? Abo nogę?

— Ee... żebyć to ino ręka... żeby noga...

— Więc co?

— Jedna ciżma za ołtarz... o Jezu!

— W tej chwili mi zlazuj621! Słyszysz?... Ja tu czyśćcowe męki o łotra cierpię, a on mi będzie krotochwile622 pokazował623!

Wawrzuś stał już na ziemi bosy, z jedną żółtą ciżemką w ręku i zanosił się od płaczu.