— I ja!
Wszyscy obecni zaczęli sobie opowiadać, gdzie który spotkał pielgrzyma; byli tacy, co rozmawiali z nim nawet. Inni widzieli, jak wchodził do kościoła.
— Aha... — zawołała jakaś dziewczyna — schował się pewnikiem do kąta i dał się zamknąć.
— Słusznie. Ino krótkie miał odzienie, wyraźnie widziałem.
— Nic dziwnego, szeroki płaszcz zawadzałby mu przy wyłażeniu oknem.
— Aha, aha, jesce cosik! — zakrzyknął nagle Wawrzuś.
— No, co?
— Ucha nie miał... lewego.
— Co? Ucha nie miał? To ci dopiero!
— Ano, po takim znaku od razu poznać.