„O rety, wieś! Tak ci ją las zasłonił...”
Naprzeciw idzie, podskakując, dziewczynka trochę większa od niego; prowadzi krowę na powrózku i wyśpiewuje cieniutkim głosikiem na całe gardło:
Nie ma wsi na świecie jak nase Balice,
Krowa posła w śkode, wzieni mi spódnice;
Nie trzeba ci było chodzić na jagody,
Toby i krowisia nie lazła do skody.
„Widzicie, ludzie... przez pytaniam się dowiedział222, jak się wieś nazywa! Ij... co bym ta uciekał... śmiało se przejdę, choćby kto pytał, nie przyznam się, zem Wawrzuś”.
Sunie z zadartą głową, jakby święcie wiedział, dokąd idzie; a nie wie nic. Spojrzał na słońce.
„Musi juz być chwila z południa... gospodyni mówiła wcoraj, ze zajdę do Poręby przed wiecorem. Trzeba uwazować223...”
Idzie, wypoczywa, znowu idzie... Jakiś wędrowiec z tłumoczkiem na plecach wyminął go; pogwizduje wesoło.