„Młody, ładny, może mi nic nie zrobi... przycepię się do niego”.

— Wielemozny panie! wielemo...

— Do mnie tak gadasz? — zaśmiał się wędrowiec — a czego chcesz, robaczku malućki?

— Ja by chciałem iść razem z wami, bo samemu straśnie markotno.

— Chodźże, chodź, i mnie będzie weselej. A którędy droga?

— Do matusi, do Poręby. A wy skąd? — ośmielił się spytać podróżnego.

— Ani wyrozumiesz, choćbym ci tłumaczył, z daleka, bardzo z daleka idę. Jakże ci na imię, parobeczku?

— Wawrzuś. A wam?

— Stanko.

Szli razem. Wędrowiec opowiadał bardzo zajmujące rzeczy, jak go ojciec w dziesięciu latach224 oddał do złotnika; może ten majster miał jakie po ojcach przezwisko, ale nazywano go powszechnie tylko Wojtkiem. U niego to wyterminował sześć lat, nauczył się rzemiosła i zaraz po wyzwolinach225 poszedł w świat z kilku innymi czeladnikami. Najdłużej był w Norymberdze, niemal cały rok.