— Juści264, ze podaruję. Słysycie, ludzie... i w nogawicach265 chodził będę? Kiej nie zdolę266... upadnę.
— Ale, zdaje ci się, wdziej tylko; zobaczysz, jak to ładnie wygląda.
— A prawda. Wójta syn w Porębie to na niedzielę w nogawicach do kościoła paraduje, a jakże. Ten kabat267 tez dla mnie?
— I kabat, i czerwona czapka.
— Matko Święta... a cózeście wy za cłowiek taki miłosierny!
— To nie ja, dziecko, nie ja, ino Opatrzność Boska i litość ludzka. To wszystko wyżebrane. Ubrałeś się? Dobrze, teraz pójdziemy w świat.
— Ojoj... moze znowu do puscy?
— Ale gdzież tam, daleko bliżej268, paręset kroków.
— Ano, kiedy tak, to idę z wami.
— Weź jeszcze ten węzełek, będziesz miał trzy koszulki do zmiany.