— A czemuż na Skałkę przychodzą? Toć słuszniej, by się wszyscy do biskupa trudzili, a nie jego przewielebność do pośledniejszych od siebie.
— A bo uważcie, książę Henryk ma szpiegów i donosicieli pełny Kraków; przez nich by się wiela niepotrzebnie dowiedział. Tedy lepiej się naradzać w spokojnym kącie u Skałecznego proboszcza, niźli u jakich znamienitych panów.
— Święta prawda. Gadajcież dalej, moiściewy!
— Ci, co księcia Władysława10 wbrew Probusowi na tron wzywają, dobrze wiedzą, co to za wielkie serce i mocny duch mieszka w onym11 ciele niepozornym. Ksiądz biskup rzekł kiedyś do panów Rady: „Łoktek12 on się zwie? A niechta; czyny onego mierzyć będziemy wielką miarą.”
— Dajże mu, Jezusie Nazareński, Matuzalowe13 lata, by rządził skołataną ojczyzną!
— Ano, com to chciał rzec... Ledwie się dostał umiłowany pan do Krakowa, ledwie co zasiadł na Wawelu, juści się porwał na niego ów Probus. Posłał z wielkim wojskiem krewniaka swego Henryka Lignickiego; dwa razy go na głowę pobito, dopiero za trzecim razem...
— Boże święty... co się to dzieje na świecie, a my, chudziny, rodzimy się, żyjemy i mrzemy, jako te myszy w norach, niczego nieświadomi.
— Cichojcież, Walenty...
— Jeden Pan Bóg Wszechmogący raczy wiedzieć — prawił Kasper — żaliby14 wróg zdobył nasze miasto, gdyby nie krakowskie mieszczany15. U jednej bramy miały psubraty swoich ludzi, to i wpuścili nocą ........... żołdactwo tą bramą. A książę Łoktek właśnie naówczas obchodził straże i cudem ino niewypowiedzianym, omal już w ręku wroga będąc, zniknął w okamgnieniu, jakby się w ziemię zapadł. Tedy jakoż mam rzec? Niecną zdradą stało się nieszczęście i amen.
Słuchacze załamali ręce, niejeden miał łzy w oczach; któryś z młodszych zawołał: