— Pomaluśku panie, pomaluśku, bo nie spamiętam. Przyleciały wczoraj do matusi cztery gospodynie i w okrutnej skrytości radziły się co robić z Kioskową, bo mleko krowom odjęła. A stryjkowie zeszli się któregoś dnia u nas, jako i Bartek Naroczny i prosili tatusia o ziarno na siew.
— Matoł z ciebie; a ja mniemałem, żeś mądry.
— Mądrym, panie, bo się nic przede mną nie skryje. Obcy ludzie są w Ojcowie, a jakże.
— Gadaj, kto i gdzie?
— Ino nie z pańska odziani, a w połatanych łachach. Mieszkają kawałek za wsią, w szatrach: Cyganie są, co kowalstwem się trudnią.
— Bywaj zdrów. Żebyś mi jutro patrzył po tamtych skałach; pamiętaj.
— Nie lękajcie się, panie. Jeśli ja onego nie wytropię, to nikt.
Popatrzał jeszcze za odchodzącym, a gdy ujrzał, że zawraca na gościniec ku Skale, pobiegł i on pędem do chałupy.
Drzwi były otwarte, stanął w progu. Matka klęczała przed krzyżykiem zawieszonym na ścianie i modliła się głośno; kończyła właśnie gdy wchodził.
—............ dobry koniec tej niedoli, o Chryste Jezu, zdrowie, długi żywot i szczęsne panowanie. A mnie grzeszną pociesz, Boże miłosierny, nie zabieraj mi Walusia. Amen.