— Wiemy, panie miłościwy, że ino dla dobra ojczyzny pracujecie! — zawołał z przejęciem wojewoda gnieźnieński.
— Odbyłem daleką drogę do Rzymu — mówił dalej Łokietek — w takim celu, by przedstawić Ojcu świętemu krzywdy nasze. Jemu to, co znaczy Stolicy rzymskiej, pradziad nasz Mieszko oddał polskie kraje w duchowe poddaństwo. Nie ziemskich królów hołdownikami jesteśmy, ino bożego namiestnika. Nawet czynsz lenny, czyli świętopietrze płaciliśmy wiernie Rzymowi, a prawo koronowania królów naszych stolica apostolska nadawała. Tak z wolą i błogosławieństwem papieża koronowan był poprzednik nasz Przemysław, zdradziecko przez wrogów Polski zamordowany.
Dobiesław z Melsztyna rzekł:
— A Wacław kazał się samowolnie namaścić i koronować w Gnieźnie, zaś o świętopietrzu nie chce słyszeć.
— Wszystko to wiadome jest Ojcu świętemu. We mnie uznaje on prawego dziedzica tronu, i mnie błogosławił na znojną pracę złączenia w jedno rozdzielonej niemal przez dwa wieki nieszczęsnej ojczyzny.
— Nadeszła pora, miłościwy panie! Wstanie Polska, w tobie nasza nadzieja! — zawołali posłowie.
— Gdy wszystek lud, co do jednego człowieka, żąda czego niezłomną wolą, stać się to musi niechybnie, jako niechybnie Bóg światem rządzi — rzekł król uroczyście.
— Amen! — zakrzyknęli wszyscy.
W rok później, dnia 15 maja 1306, zasiadł Władysław Łokietek na wawelskiej stolicy. Koronowany dopiero po latach czternastu, 20 stycznia 1320.