— Nie próbuj nawet, bo nie zdolisz, ot, powiem ci od razu: jutro rano wyjeżdżamy do Krakowa.

— Jezus! Toć miłościwa pani cztery lata już nie ruszała się z Warszawy?

— A tak; od pierwszej wojny moskiewskiej. Męża i króla nie było w Krakowie, a na starość człek do miejsca przywyka; dobrze mi w Warszawie, to i siedzę, gdzie mi dobrze.

— Król jego miłość już wrócił?

— Właśnie od króla pismo dziś otrzymałam: zaprasza mię do Krakowa na wesele synowicy159 swej Gryzeldy.

— Powie mi wasza królewska miłość, kogo ta panna poślubia?

— Zaszczyt z obu stron: panna młoda — Batorówna, a narzeczony kanclerz i hetman wielki koronny — Jan Zamoyski.

— O święta Matko... i mnie miłościwa pani chcecie wziąć z sobą?

— Wszystkie zabieram, a ciebie bym miała ostawić? Tuszę pewnie, że bezpieczno możesz jechać.

— Sądzicie, miłościwa pani, że już nikt nie czyha na mnie?