— Nie lubisz lalusiów? Naprawdę nie lubisz? Ach, szkoda! A pieski lubisz? Widzisz, jaki ten przedziwny? Takie ma nóżki cieniuśkie, niczym gałązeczki, a pyszczuś, widzisz, jak wydłużony? Śmiech zbiera, prawda? No... połóż tę czapkę i te rękawice na przymurku, a siędnij sobie wedle mnie... ot tak, widzisz, nic ci pan nie uczyni, bo okrutnie zagadany.

— Plagi66 dostanę.

— Gdzie zaś! Będziemy dawać pozór: ino smyrnie nogą, ty poskoczysz do drzwi. Toś ty jego pacholik?

— Paź jestem! — odpowiedział chłopiec i zadarł nos ku powale.

— Paź... aha, tak jak nasz Jasiek; już wiem. A tobie jak?

— Co mnie?

— No... Jasiek, Wojtek, Staszek, czy co takiego?

— Aha... Jędruś mi jest!... Chciałem rzec: Andrzej. Andrzej Chwalibóg. A ty?

— Ja? Krysia.

— A dalej?