— Czego chcesz?
— Jego przewielebność ksiądz biskup Tomicki, jego przewielebność ksiądz biskup Krzycki, jego wielmożność pan hetman Tarnowski, pragną się pokłonić najmiłościwszemu panu.
— Prosić, prosić! — z rozweseloną twarzą zawołał król. — Nie mogliście waszmościowie nic lepszego uczynić, jak to, że mnie nawiedzić przychodzicie. I nie dziwota — dodał żartobliwie — duchowne osoby miewają natchnienia, aniołowie im doradzają; wy zaś, panie hetmanie, sercem czujecie, kiedy mi ciężko i kiedy tęskniąc wyglądam przyjaciela.
— Gdybyż w naszej mocy było spędzić chmury z waszego czoła, miłościwy panie — rzekł ksiądz Krzycki, przybliżając się do stołu. — Widzę, w czytaniu szukacie rozrywki; wolno spytać, co za księga?
— Żywot Pana Jezusa Krista.
— Tłumaczenie ze św. Bonawentury, przez Baltazara Opecia. Mam i ja to dzieło; ino że pierwsze wydanie w tak niedługim czasie rozchwytano, zapóźniłem226 się i z drugiej edycji dopiero kupiłem.
— A sprawiliście też sobie, księże biskupie — spytał hetman Tarnowski — on227 sławny mszał, arcydzieło drukami Hallerowskiej? Oglądałem go kiedyś w zakrystii katedralnej, ksiądz kanonik Borek chlubił się nowym nabytkiem.
— Ale oczywiście; co dzień na nim mszę świętą odmawiam; człek się tak psowa228 tymi nowymi ulepszeniami i wygodami, że nawet służbę Bożą chętniej sprawuje czytając druk wytworny niż stare, wyżółkłe i często nieczytelnie pisane księgi. A co za inicjały kunsztowne! Niczym miniatury!
Król klasnął w dłonie, dwóch paziów poskoczyło na usługi.
— Podsuńcie zydle tu do stołu. Usiądźcie, mili goście, powiadajcie, co słychać.