— Bóg ześle wam dobre natchnienie, miłościwy królu — rzekł biskup Krzycki powstając z krzesła.

Towarzysze jego uczynili to samo, a król pożegnał ich łaskawie.

Gdy się znaleźli w przedsionku, ksiądz Krzycki zatrzymał się chwilkę, pogłaskał po głowie paziów i gwarzył z nimi dobrotliwie, tamci zaś szli powoli naprzód.

— Jak myślicie, księże biskupie — spytał Tarnowski — na którą stronę szala przeważy?

— Krzycki sprawiedliwie powiedział: Bóg ześle natchnienie, ino przychodzi mi na myśl, czy odwiedziny nasze u króla nie były właśnie owym natchnieniem z woli Bożej zesłanym. Obaj radziliśmy mu jedno, obaj w usunięciu Albrechta z Prus widzimy dobro państwa.

— Nie chcę ja przepowiadać, co się stanie, bom nie prorok ani wpływu na wolę królewską nie mam; ino to przyznajcie mi, wasza przewielebność, iż prawdą jest, jako Jagiellonowie zawżdy bywali miętkiego234 serca.

— Nie mam i ja dobrej otuchy co do końca owej sprawy — rzekł biskup — ino sobie ku rezygnacji powtarzam, że cokolwiek się stanie, za wolą Bożą lub za dopuszczeniem Bożym się stanie.

*

— Ot, Jędruś serce, stary Odmiwąs chyba zawziął się; obliczyłem kolej mniej więcej, już onegdaj na mnie noc przypadła, a tu nie. Tak myślę: nic to, nazajutrz zawoła... nastawiam uszy wczoraj, a ten gada: Skrzetuski, Psarski, Tarło, Korsak, Mielecki, Zebrzydowski. Taj co robić, czekać trza, choć człowiek zły, jak psa zjadłszy.

— I ja myślałem, że przy wieczerzy dzisiaj co wspomni, ale nie odzywał się; chyba już wyznaczył dyżur czy co? A z Serczykową, nie wiesz, co słychać, Nastusia dobrze się sprawia?