— Jedno urodne i drugie niczego — dziwował się Stańczyk, potrząsając dzwonkami.
A król Zygmunt rozbawiony, jak może od młodości mu się nie przytrafiło, śmiał się, śmiał, śmiał do rozpuku.
— Guardate che disgrazia79! Pomalowali cudni Kupidu! Uszy doprawili... do śliczny ogonek pióry kogutu... la mia povera bestiolina80! Lapeczki mala owiązali con conce... Briganti81! Lazzaroni! Maladetti82!
— Nie domyślasz się, wasza miłość, kto może być sprawcą tak niecnego figla? — spytała królowa ochmistrzynię.
Lecz nim signora Arcamone zdołała zebrać rozpierzchłe myśli, Papacoda krzyknęła łkając:
— Kto? Ja przysięgała na główka mój piesek, co to pazie uczynili... nie kogo innemu, ino pazie! A nawet powiedziała który: questa canaglia di Cristophoro, il piccolo barbaro83 Czi... Cza... mi ramento giá84! Czema! Certissimo85!
— Zaraz się to wyśledzi i bądź wasza miłość przekonaną, że z całą surowością wymierzymy karę — uspokajała rozszlochaną Włoszkę królowa — mocno mię ino dziwi, że wam, najmiłościwszy panie, ucieszną i śmiechu godną widzi się psota, która dokuczyła aż do rzewnych łez osobie tak zacnej i tak bardzo mi bliskiej, jak signora Papacoda. Gdyby coś podobnego Polkę spotkało, znalazłaby się sprawiedliwość.
Król spojrzał surowo na żonę, lecz nie odpowiadając wprost na niesłuszny zarzut, dał znak ręką jednemu z paziów:
— Hej, Zbylitowski! Biegaj co żywo do pana ochmistrza Strasza, powiedz, że go prosimy tutaj w bardzo ważnej sprawie. Z nikim po drodze nie mówić słowa! Rozumiesz?
— Słucham, najmiłościwszy panie!