— A dla kogo rosołek? Dla kogo? Czy który z paniczów może?
— Ej, dziękować Bogu żaden z nas, ino medyk pana Kmity zachorzał ciężko.
A Drohojowski dodał ciszej:
— Uroki.
— I rosołem chcecie go waszmościowie kurować? Wżdy lepiej od razu nóż wbić w samo serce; toć urzeczonemu kropli wody podać nie wolno, pokąd się wedle prawego przepisu uroku nie odczyni.
— Naprawdę?
— Każde jadło kamieniem, każde picie smołą diabelską się staje.
— A to kłopot!
— Powiedz waszmość raczej śmierć, a nie zmyślisz.
— Więc jakaż rada?