Przeskoczył do Bonera i zaczęli szeptać z sobą a śmiać się, w ręce klaskać.

— Słyszeli też panicze, cośmy tu wykopali pod złodziejską basztą? — spytał jeden z robotników.

— Skrzynię ze złotem?

— Bogać ta, bogać... przydałoby się i srebro, a choćby i grosze miedziane.

— Więc cóż takiego?

— Kości ludzkie.

— O rety... a bardzo stare?

— Dosyć ta sczerniałe, ze sto lat mają.

— A trzymały się kupy, czy cale były rozsypane? — spytał Jędrek.

— Jakeśmy kopiąc o nie zawadzili i ziemię potem ostrożnie zebrali, to sobie leżały ze wszystkim, jak cały człowiek. Dwa szkielety były.