— A gdzie wasza parafia?

— Właśnie tam, u Panny Maryi.

— Ano, to w niedzielę przed południem stawię się przed waszym domem. A o kumę się nie trapcie, sam się postaram o jaką uczciwą niewiastę. Pójdę już, bom wypoczął, a muszę zajść przed nocą, nim bramy pozamykają.

— I nic to nie przekąsicie? Zaraz będziem wieczerzać.

— Bóg zapłać, na chrzcinach sobie powetuję.

— Choć mleka łyknijcie kropelkę...

— Chyba na zdrowie chrześnicy. Niech się wam chowa na pociechę!

Wypił smacznie, mlasnął językiem i wąsy otarł rękawem.

— Ostańcie z Bogiem!

— Szczęśliwa droga.