— Cóż to, mam cię pouczać, rozpowiadać, jak ojciec tego całego dziadowskiego rodu nienawidzi? Dy co dzień się możesz nasłuchać, jako se ta przez płoty oba z Trzaską wymyślają. Ino czekam, rychło się pobiją. Ile to lat się ciągnie! Jeszcze stary Trzaska-nieboszczyk pomsty boskiej przyzywał na twego dziadka, a nie miał o co.
— Ano, jak nie było o co, to skończyć swary, podać se ręce i spokój.
— Aha, przychodził tu Wojciech we wtorek z takim samym słowem, zuchwalec.
— No, i co się stało?
— Cóż się miało stać? Wyrzucił go ojciec za drzwi i tyle. O Baśce musisz zapomnieć. Dobrze ci radzę.
— Zapomnijcież jeść, spać, oddychać! Zapomnijcie, że słońce na niebie świeci, to 1ja Baśki zapomnę!
— Eee, pies szczeka, a wiatr niesie. Głupie twoje gadanie. Dziecko trzyletnie zrozumie, że nie po to Zbroja ma pełne worki „bitych58”, nie po to całym Łobzowem trzęsie, nie po to musi aż w polu sterty stawiać, bo mu się w stodole zboże nie mieści, aby dla swego jedynaka w chlewie żony szukał.
— Żebyście mi nie matką byli, to bym was ubił za takie gadanie! — krzyknął Staszek, chwytając się za głowę. — Jak wy się Boga nie boicie tak poniewierać uczciwymi ludźmi!
— A ty, smyku jeden, do kogo to gadasz? Matkę rozumu uczyć będziesz?! Ino mi żal Jagnesi biednej, coby się nie zlękła, bobym cię sprała na kwaśne jabłko. Widzicie go! Taki, co pod zgnitą strzechą siedzi, a na nos onemu i dzieciom woda z dachu kapie, to nie w chlewie mieszka? A spytaj się, czy dwa razy na rok maszczone jadają? A porachuj łaty na Wojciechowym kożuchu! A zajrzyj, co tam w komorze! Otrąb garść i żarnówki59 kwarta! A to krowiątko, pożal się Boże, sama skóra i kości.
— Dajcie już spokój. Wolej nie słuchać otakiej biedzie. Zanadto serce boli.