— Jak wleziesz na kazalnicę, to będziesz o grzechach uczył, teraz precz! Jeszcze jedno słowo, a i u mnie pies oto przy kominie czeka. Idź!
— O, rety, rety! O, ja nieszczęśliwy!
Ledwie przekroczył drogę, ledwie za sobą wrota zamknął, znalazł się oko w oko z ojcem idącym ze stodoły.
— A ciebie gdzie czorty nosiły, niewstydniku jeden?! — wrzasnął Zbroja. — Myślisz, com nie widział, hę? Nauczę ja ciebie posłuchu, zbereźniku zuchwały! — I pięścią zaciśniętą a twardą jak kamień jął60 walić chłopca po plecach.
Staszek pochylił głowę i znosił karę spokojnie.
— Masz dość? Będziesz słuchał?
— Jakoż nie mam słuchać, kiedy mnie i stamtąd na wieki amen wygnali.
— Jużci, hakami by cię przyciągali, gdyby nie strach przede mną. No, chodź, ukarałem jak ojciec, to i gniew mnie ominął. Zjemy se razem obiad.
Weszli do izby, gospodarz schylił się nad kołyską, pokiwał głową.
— Śpi. Dobry znak. Nic jej nie będzie. — I zabrał się do jedzenia.