Pobiegł i wrócił niebawem z grubym sznurem w kółko zwiniętym. Z sieni cisnęli się we drzwi stajenni. Staszka, niestety, nie było między nimi. Nie miał Zbroja ku swej obronie nikogo.

— Rozstąpcie się! Puszczać mnie wolno, bo ubiję! — ryknął strasznym głosem.

Trzej starsi dworzanie rzucili się nań razem, by go skrępować. Dwóch uderzył zaciśniętą pięścią w twarz, potoczyli się, krwią brocząc i krzycząc z bólu. Trzeciego kopnął nogą w brzuch, padł na ziemię bez jęku. Ale równocześnie wyskoczyło z sieni czterech parobków, pochwycili Zbroję zdradliwie za ręce z tyłu i obezwładnili go.

— Bogna! Dawaj kożuszek! Idę sama pilnować tych darmozjadów.

4. Pojednanie

Dwieście lat trwało kmiece gniazdo przytulone do pańskiego płotu. Ród Zbrojów szczycił się tą chatą z poczerniałych potężnych bierwion modrzewiowych. Rodzili się w niej i wychowywali synowie jak one modrzewie smukli a mocni, rodziły się i chowały dziewuchy jak jagody. I polscy królowie życzliwym okiem poglądali na to domostwo chłopskie, wrzące życiem, zdrowiem i zamożnością.

A dziś niegodziwa zachcianka samowolnej niewiasty, dwadzieścia par rąk, dwadzieścia siekier, trzy godziny niszczącej pracy i z siedliska dostojnego wiekowym istnieniem została kupa zrąbanych belek, stos trzasek i wiechcie słomy ze strzechy. Gruzy odrzucano na bok, a po dokonanym dziele przyjechał parobek z pługiem, zaorał ziemię i przywłóczył gładziutko, coby — jak rozkazała jej miłość — ani znaku nie zostało.

Jakim piołunem rozpaczy poił się Paweł Zbroja przywiązany do drzewa, patrząc na tę zbrodnię wołającą o pomstę do nieba, ten tylko zrozumie, komu nieprawa siła ziemię ojców wydarła.

Rokiczana pilnowała roboty i przynaglała do pośpiechu, przykazując służbie z szyderczą troskliwością nie psuć sprzętów i naczynia, ustawiać wszystko na uboczu powoli i ostrożnie.

Zbroina siedziała pośród tych łaskawie oszczędzonych statków74 i zanosiła się od płaczu, tuląc pozawijane w kilka chust chore dzieciątko. Starsza, pięcioletnia córeczka ściskała kurczowo rączkami fałdy matczynej spódnicy i chowała przerażoną twarzyczkę na jej kolanach.