— Abo co?

— No, jakże? Gdzieżeśmy zaleźli? Toć mimo79 Zbrojów chałupy się idzie, a gdzie Zbrojów chałupa?

— Jużci prawda. Podziała się gdziesi.

— No, a to po prawej stronie?

— Zda się, że Trzasków obejście.

— Ale gdy z lewej nie ma nic...

Organista odchrząknął znacząco i zabrał głos:

— Najmilejsi przyjaciele a bracia spod wiechy80! Oko moje, acz nieco znużeniem zamglone, dalej widzi i więcej miarkuje81 niż wasze, uczciwszy uszy, pijane ślepia. Tedy posłyszcie prawdę: nie przyrodzony trafunek82 nas spotyka, ino diabelska mamuna83. Biesi nas chcą zawieść na mokrzadła, ale nie dajmy się. Idźmy prosto przed się, nie obzierając się wstecz ani na boki. Jutro, ino zorza zaświta, drągi, krokwie i potrzaskane belki sczezną jak dym, a wszystko insze wróci na swoje miejsce. Amen.

Skupili się i trzymając jeden drugiego pod ramię, umykali po cichu.

Świecąc drogę przed sobą, doszedł Wojciech do zwalisk i szukał.