— Ja z wami. No, bywaj zdrowa, Margoś. A o to dziewiąte nie turbuj97 się tak srodze. Rok długi, dwanaście miesięcy, to kawał czasu.
— Idż mi z oczu! Nienawidzę cię.
— I ja ciebie. Wiesz, damy onemu Kasper abo Majcherek, bo z pewnością będzie synek. A mój duch mi cosi gada, że na Trzy Króle przypadną chrzciny.
— Pawłowa, rozbijcie mu ta który garnczek na głowie, proszę was.
— Idę już, idę. A pośpieszcie się przewinąć czyściutko, bieluśko tego chrobaczka biednego. My tu zaraz nadjedziemy.
Wyszli na drogę i mieli iść w górę, poza sad Zbrojów, do stajni, gdy jakiś gwar głosów uderzył ich uszy. Z każdej chałupy, z bocznych ścieżek wybiegały dzieci, dziewczęta. Przez płoty przeskakiwali chłopcy. Nawet starsi gospodarze i gospodynie wychylali głowy poza wrota. Kilkoro młodzieży przeleciało pędem mimo98 Trzaski i Zbroi.
— No, Walek, oślepiło cię czy co, prosto na ludzi walisz?
— Wybaczcie, moiściewy, moiściewy, ja ino niechcący. Ady99 wszyscy przeciw królowi biegniemy.
— Co takiego?
— Ano Jędrek Wajda gnał na przełaj skroś łąk do domu, że to uwidział królewski orszak w tę stronę zmierzający.