— Krzywda!
— Ciebie kto skrzywdził?
— Mnie!
— Co ci uczyniono?
— Dom, co pradziady zbudowały, gniazdo pięciu pokoleń...
— Podpalił kto? Z dymem puścił? — pytał król ze zgrozą, pochylając twarz ku mówiącemu.
— Zburzyli... na trzaski porąbali... ziemia na tym miejscu zaorana.
Król spojrzał po ludziach.
— Ten człowiek chory jest. Od rzeczy gada. Sam nie wie, co mówi. Czy tak?
— Prawdę mówi, najmiłościwszy królu! — zawołali wszyscy jednym głosem.