— Już bym do tego czasu psa i kota wyuczyła posługi, a ta stoi na środku izby jak pień! Masz!
I rozzłoszczona niewiasta uderzyła dziewczynę po głowie kantem ciężkiego stalowego grzebienia.
— Karmazynową dawaj! Wszak widzisz, w jakiej barwie wstęga we włosach i czółko na głowie! Prędzej, prędzej, nie na jutro mi potrza109, ino na dziś!
Stanik obcisły, dokoła szyi okrągło wycięty i zahaftowany, schodził aż do połowy bioder, gdzie była doń przyszyta lekko fałdzista spódnica. Połączenie tych dwóch części sukni zdobiła szeroka wstawka ze złotej lamy, iskrząca od szafirów i rubinów. Ciasne rękawy zakrywały rączki do pół dłoni, zwierzchnie zaś, o wiele szersze, a od łokcia rozprute, spadały do ziemi. Czerwone safianowe ciżemki dopełniały stroju.
Ktoś załomotał silnie drzwiami.
— Co takiego? Kto śmie!
— Otwierajcie, wasza miłość! — wołał drżącym głosem Ścibor, nie przestając stukać.
Odsunęła rygiel.
— Cóż za pilna sprawa? Nie możesz poczekać?
— Król przyjechał!