Lodowaty strach przeleciał Rokiczanę od stóp do głów.

— Wołaliście mnie, panie? — rzekła siląc się na uśmiech. — Pójdziemy do komnat, zimno tu, a jam się nie przyodziała. Biegnę przodem, a wy mię gońcie, dobrze?

— Zbliż się, stań przede mną — przemówił król dziwnym, nie swoim głosem.

— Już stoję. A dalej co? — zbladłymi wargami śmiała się niewiasta.

— Coś uczyniła wczoraj?

— Com czyniła? I wczoraj, i przedwczoraj, i tydzień temu tęskniłam za wami, panie.

— Odpowiadaj na to, o co pytam.

— Nie rozumiem was. Kobierzec szyłam na podarunek dla mego pana.

— Uczyniłaś mi podarunek nad wszystkie dary. Pomstę bożą cisnęłaś na moją głowę.

— Ja? Przenigdy! O zdrowie wasze co dzień się mo...