— No właśnie. Na przykład co się tyczy ubrania. Wie pani, my jesteśmy dziwaczni ludzie, dziwaczni, ale poczciwi. W razie gdybyśmy poprosili, żeby pani ubrała przygotowaną przez nas suknię, to nie miałaby pani nic przeciw temu małemu życzeniu, prawda?
— Nie — odparłam, dość zdziwiona tą wzmianką.
— Lub żeby pani usiadła tu czy tam, to by pani chyba także nie obrażało?
— O nie.
— Albo żeby pani przed objęciem u nas posady obcięła sobie włosy na krótko?
Nie wierzyłam własnym uszom. Jak to pan może zauważyć, panie Holmes, mam włosy dość bujne, w niecodziennym kasztanowym odcieniu, tak że nawet w sferach artystycznych zwróciły już uwagę. Nie wyobrażałam sobie, że poświęcę je z tak lekkim sercem.
— Żałuję bardzo, ale to niestety niemożliwe — odrzekłam.
Utkwił we mnie swoje małe oczka, pełne napiętego oczekiwania, i zauważyłam, jak przy mojej odpowiedzi przelotny cień przesunął mu się po twarzy.
— Niestety ten punkt jest bardzo ważny — powiedział. — To mały kaprys mojej żony, ale pani wie, że trzeba mieć względy na na kobiece kaprysy. A więc pani nie chce się ściąć włosów?
— Nie, proszę pana, na to naprawdę nie mogłabym się zgodzić —odpowiedziałam stanowczo.