— Ale płaca, panie Holmes, płaca!
— Tak, prawda, zapłata jest dobra, zbyt dobra. To właśnie mnie niepokoi. Dlaczego miałby płacić pani sto dwadzieścia funtów rocznie, kiedy zwyczajnie czterdzieści funtów stanowi wystarczającą zapłatę? Pod tym musi się ukrywać jakiś bardzo ważny powód.
— Myślałam, że będzie dobrze wtajemniczyć pana w tę sprawę, żeby pan wiedział, o co chodzi, w razie gdybym kiedyś później miała potrzebować pańskiej pomocy. Czułabym się o wiele pewniej ze świadomością, że mam w panu wsparcie.
— No, może pani też z otuchą mieć tę świadomość. Zapewniam panią, że pani drobna sprawa zapowiada się tak ciekawie, że od wielu miesięcy nie udało mi się spotkać podobnej. Niektóre jej rysy są rzeczywiście niezwykłe. Gdyby pani kiedyś nabrała jakichś wątpliwości lub znalazła się niebezpieczeństwie...
— Niebezpieczeństwie? Jakie niebezpieczeństwo pan przewiduje?
Holmes poważnie potrząsnął głową.
— Gdybyśmy mogli określić, na czym polega, nie byłoby już groźne. Ale wystarczy krótki telegram, a o każdej porze dnia czy nocy będę gotów pospieszyć z pomocą.
— To mi wystarcza.
Wstała energicznie, a jej rysy nie zdradzały już ani śladu niepokoju.
— Teraz spokojnie udam się do Hampshire. Zaraz napiszę do pana Rucastle, dziś wieczorem poświęcę swoje biedne włosy, a jutro pojadę do Winchesteru.