Podziękowała Holmesowi, życzyła nam obu dobrej nocy i pośpiesznie wyszła.

— Zdaje się przynajmniej tyle — zauważyłem, kiedy słyszeliśmy jej szybkie, pewne kroki na schodach — że ta młoda dama bardzo dobrze potrafi o siebie zadbać.

— I będzie musiała — odrzekł Holmes poważnie — bo jeśli się bardzo nie mylę, to wkrótce otrzymamy od niej wiadomość.

*

Nie trwało długo, gdy przewidywania mojego przyjaciela spełniły się. Przez następne dwa tygodnie często wracałem myślami do samotnej młodej kobiety, którą los zagnał na tak zagadkową drogę. Niezwykle wysoka płaca, dziwne warunki, lekkie obowiązki — wszystko to wskazywało na coś nienormalnego, a jednak nie mogłem rozstrzygnąć, czy chodziło tylko o jakiś szalony kaprys, czy o intrygę, czy ten człowiek był filantropem czy zwyczajnym łotrem. Co się tyczy Holmesa, to zauważyłem, że często przesiadywał po pół godziny, pogrążony w głębokim zamyśleniu, ale kiedy zaczynałem mówić o tej sprawie, zbywał mnie machnięciem ręki. „Ale gdzie tu są jakieś dane, dane? — wołał zniecierpliwiony. — Muszę przecież przede wszystkim mieć grunt pod nogami”. Kiedy potem wstawał, powtarzał, że swojej siostrze nigdy by nie pozwolił objąć takiej posady.

Telegram nadszedł w końcu pewnego późnego wieczoru, gdy właśnie zbierałem się do łóżka, a Holmes przygotowywał się do jednego ze swych całonocnych eksperymentów chemicznych, którym oddawał się z takim upodobaniem, że nieraz żegnałem go wieczorem, pochylonego nad naczyniami i szkłami, a kiedy następnego dnia schodziłem na śniadanie, zastawałem nadal w tym samym miejscu. Otworzył żółtą kopertę, przebiegł wzrokiem treść depeszy, a następnie podał mi ją.

— Sprawdź połączenia kolejowe u Bradshawa12 — rzekł przy tym i powrócił do swego zajęcia.

Było to krótkie, nalegające wezwanie:

Proszę być jutro w południe w gospodzie Czarny Łabędź w Winchesterze. Koniecznie. Odchodzę od zmysłów.

Hunter.