W jednym kącie stała komoda z ciemnego drzewa, w drugim wąskie łóżko pomalowane na biało, na lewo było okno i gotowalnia. Te trzy sprzęty, dwa krzesełka trzcinowe i kawałek dywanu wiltonowskiego stanowiły całe umeblowanie.
Ściany były pokryte dębowymi boazeriami, poczerniałymi, stoczonymi przez robaki; starymi niewątpliwie, jak budowla sama. Holmes usunął jedno krzesło w kąt, usiadł i milcząc, rozglądał się po wszystkich kątach i zakątkach pokoju, jak gdyby chciał wrazić w swą pamięć najdrobniejszy szczegół.
— Dokąd prowadzi ten dzwonek? — spytał w końcu, wskazując sznurek, zawieszony w głowach łóżka; chwast od sznurka spadał na poduszkę.
— Do pokoju służącej.
— Ten sznurek wydaje się nowszy od reszty umeblowania.
— Tak, zawieszony został przed dwoma laty mniej więcej.
— Przypuszczam, że stało się to na żądanie siostry pani.
— Nie, zdaje mi się, że nie używała go nigdy. Przyzwyczaiłyśmy się obchodzić bez sług.
— Więc zbyteczne było zawieszać tu taki ładny sznurek od dzwonka. Teraz pozwoli pani, że zbadam podłogę?
Rzucił się plackiem na ziemię i znów oglądał drobiazgowo przez lupę szpary w posadzce.