— O, tak! Doskonale.

— Reszta do nas należy.

— Ale co pan zamierza?

— Spędzimy noc w pokoju pani, by wykryć przyczynę odgłosu, który panią tak przeraził.

— Zdaje mi się, panie Holmes, że pan już jest pewien swego — rzekła miss Stoner, kładąc mu dłoń na ramieniu.

— Może.

— A więc, na miłość boską, powiedz mi pan, co spowodowało śmierć mojej siostry?

— Chciałbym mieć dowody pewniejsze, zanim powiem cokolwiek.

— Może mi pan przynajmniej powiedzieć, czy mam słuszność przypuszczając, że umarła z przestrachu?

— Nie sądzę i przypuszczam przyczynę bardziej dotykalną. A teraz, miss Stoner, musimy panią pożegnać, bo gdyby dr Roylott powrócił i zastał nas tutaj, zabiegi nasze spełzłyby na niczym. Do widzenia, niech pani będzie dobrej myśli, bo jeśli mnie pani posłucha i zastosuje się do wskazówek, niebawem nie będzie groziło pani żadne niebezpieczeństwo.