— Doskonale.
— Okna tych trzech pokojów wychodzą na obszerny trawnik. Owej nocy fatalnej, kiedy siostra moja umarła, doktor Roylott poszedł wcześnie do swego pokoju, ale się nie położył, gdyż niebawem Julia uczuła woń mocnych cygar indyjskich, które palił zazwyczaj. Woń ta drażniła ją, przyszła zatem do mego pokoju i rozmawiałyśmy czas jakiś o jej małżeństwie. Po godzinie jedenastej wstała, by wrócić do siebie, lecz zatrzymała się przy drzwiach, pytając:
— Ale, ale, Heleno, czy nie słyszałaś nigdy gwizdania śród nocy?
— Nigdy — odparłam.
— Przypuszczam, że śpiąc, nie mogłabyś gwizdać, co?
— Oczywiście, ale dlaczego pytasz?
— Bo podczas ostatnich kilku nocy słyszałam około trzeciej nad ranem gwizdanie ciche, a jednak wyraźne. Mam sen bardzo lekki i to mnie zbudziło. Nie mogę sobie zdać sprawy, skąd to pochodzi, z sąsiedniego pokoju czy z trawnika przed oknami? Chciałam więc dowiedzieć się, czy i ty słyszałaś to gwizdanie!
— Nie. To pewno ci przeklęci Cyganie w parku.
— Może być. A jednak, jeśli odgłos ten dochodzi z trawnika, dziwię się, żeś go nie słyszała.
— Bo ja nie mam snu tak lekkiego, jak ty.