— O! Mniejsza o to zresztą — dodała z uśmiechem, po czym wyszła i po chwili usłyszałam, że zamyka drzwi na klucz.
— Przepraszam — rzekł Holmes — czy panie zawsze zamykały na klucz drzwi od sypialni?
— Zawsze.
— A to dlaczego?
— Zdaje mi się, że wspominałam, iż doktor chowa panterę i pawiana; czułyśmy się zatem bezpieczne tylko wtedy, gdy nasze drzwi były zamknięte na klucz.
— Nic dziwnego. Proszę, niech pani mówi dalej.
— Nie mogłam spać tej nocy. Dręczył mnie niepokój, jakieś nieokreślone przeczucie nieszczęścia. Siostra i ja byłyśmy bliźniaczkami, o ile pan pamięta, a wszak panu wiadomo, jak subtelne są więzy łączące dwie tak bliskie dusze. Czas był straszny. Wicher wył przeraźliwie, a strumienie deszczu z szelestem spływały po szybach. Nagle śród szumu burzy dobiegł mnie krzyk rozpaczliwy przerażonej kobiety; poznałam głos siostry. Wyskoczyłam z łóżka, otuliłam się szalem i wybiegłam na korytarz. W chwili, gdy otwierałam drzwi, zdawało mi się, że dosłyszałam ciche gwizdnięcie, takie, o jakim wspomniała mi siostra, a w sekundę później dobiegł mnie dźwięk donośny, jak gdyby rzuconego na ziemię metalu. Po czym powoli otwarły się drzwi od pokoju mojej siostry. Przerażona zatrzymałam się, nie wiedząc, co się stanie. Przy blasku lampy wiszącej w korytarzu ujrzałam we drzwiach siostrę, bladą śmiertelnie, błagalnymi ruchami wzywającą pomocy, chwiejącej się jak człowiek pijany. Rzuciłam się ku niej, porwałam ją w objęcia, ale nogi ugięły się pod nią, padła na ziemię. Wiła się w najstraszliwszych cierpieniach, wszystkie członki miała konwulsyjnie skręcone. Zrazu myślałam, że mnie nie poznaje, ale gdy pochyliłam się nad nią, krzyknęła głosem, którego nie zdołam zapomnieć nigdy: „Och, Boże! Heleno, to była wstęga! Cętkowana wstęga!”. Chciała widocznie powiedzieć jeszcze coś więcej, zdawało się, że wyciągniętym palcem pragnie przebić ścianę pokoju doktora, ale pochwyciły ją znów konwulsje i nie zdołała wymówić ani jednego słowa. Wypadłam na korytarz, wzywając ojczyma i spotkałam go w szlafroku, wychodzącego śpiesznie z pokoju. Gdy powróciliśmy do siostry, była nieprzytomna. Doktor wlał jej koniaku w usta, posłał po lekarza wioskowego, ale wszelkie usiłowania okazały się daremne. Życie uchodziło z niej stopniowo, umarła, nie odzyskawszy przytomności. Taki był okropny koniec mojej ukochanej siostry.
— Przepraszam — rzekł Holmes — czy pani jest pewna, że pani słyszała to gwizdanie i ten odgłos metaliczny? Czy mogłaby pani ręczyć za to słowem honoru?
— To samo pytanie zadał mi sędzia podczas śledztwa. Mam to przekonanie, żem słyszała, a jednak śród szumu burzy i ech, odzywających się w starym domu, mogłam się pomylić.
— Czy siostra pani była ubrana?