Nie było śladów walki, ofiara nie miała też broni, którą mogłaby zranić napastnika. Czułem, że dopóki wszystkie te pytania nie zostaną należycie wyjaśnione, ani Holmes, ani ja nie będziemy mogli spać spokojnie. Równowaga i pewność siebie mego towarzysza były mi dowodem, że wytworzył sobie już teorię tłumaczącą wszystkie fakty, lecz jaka była ta teoria, nie mogłem się domyślić.

Holmes wrócił późno, tak późno, iż oczywiste było, że nie cały czas spędził na koncercie. Siedziałem już przy kolacji, gdy się ukazał.

— Koncert był wspaniały — rzekł, zajmując zwykłe miejsce. — Pamięta pan, co mówił Darwin30 o muzyce? Utrzymuje, że ludzie umieli ją tworzyć i oceniać, na długo zanim nauczyli się mówić. Może dlatego muzyka przejmuje nas tak do głębi. Nosimy w duszy niejasne wspomnienia tej epoki, tonącej w mgle wieków, kiedy świat był jeszcze w stanie dzieciństwa.

— Pojęcie nieco za szerokie — zauważyłem.

— Pojęcia powinny być zawsze równie szerokie jak przyroda, jeśli mają być jej wyrazem — odpowiedział. — Ale co się panu stało? Jest pan w złym humorze. Czyżby ta sprawa z Brixton Road do tego stopnia pana rozdrażniła?

— Jeśli mam powiedzieć prawdę, tak jest — odrzekłem. — Powinienem być bardziej zahartowany po swoich doświadczeniach afganistańskich. Patrzyłem na kolegów poćwiartowanych w kawałki pod Maiwandem i nie traciłem zimnej krwi.

— Rozumiem pana. Wypadek obecny otoczony jest tajemnicą i to pobudza wyobraźnię; tam, gdzie nie pracuje wyobraźnia, nie ma i grozy. Czytał pan wieczorne gazety?

— Nie.

— Opisują dosyć dokładnie całą sprawę, nie wspominając tylko o tym, że gdy trup został poruszony z miejsca, spadła na ziemię kobieca obrączka ślubna. Ale to i lepiej.

— Dlaczego?