Gdyby odkrył kopalnię złota, oblicze jego nie mogłoby być rozpromienione większą radością.
— Doktor Watson, pan Sherlock Holmes — rzekł Stamford, przedstawiając nas.
— Dzień dobry panu, panie doktorze! — powiedział Holmes przyjaźnie i uścisnął moją dłoń z siłą, o jaką nigdy bym go nie posądzał. — Widzę, że pan był w Afganistanie?
— A skąd pan to wie? — spytałem zdumiony.
— Mniejsza o to — rzekł, uśmiechając się z zadowoleniem. — W tej chwili najważniejszą sprawą jest hemoglobina i jej odczynnik. Nie wątpię, że panowie pojmą całą doniosłość mojego odkrycia.
— Jest niewątpliwie ważne dla nauki chemii — odparłem — ale z punktu widzenia praktycznego...
— Jak to, panie doktorze, ależ od wielu lat nie dokonano odkrycia, które miałoby takie praktyczne znaczenie dla celów sądowo-lekarskich! Czyż pan nie widzi, że jest to niezawodny sposób rozpoznawania plam pochodzących od krwi? Proszę, niech pan podejdzie do stołu! — i w zapale chwycił mnie za rękaw i pociągnął do stołu, przy którym pracował. — Weźmy trochę świeżej krwi — rzekł, ukłuł się w palec lancetem i kroplę krwi, która wytrysła, zebrał w małą rurkę. — Teraz wlewam tę kropelkę krwi do litra wody. Jak pan widzi, woda pozostaje zupełnie czysta. Stosunek krwi nie może przewyższać jednej milionowej części. Nie wątpię wszakże, iż będziemy mogli otrzymać reakcję charakterystyczną.
Mówiąc to, wrzucił do naczynia z wodą kilka białych kryształów, a potem dodał parę kropel przezroczystego płynu. W jednej chwili zawartość naczynia przybrała ciemną barwę mahoniową, a na dnie naczynia szklanego ukazał się brunatny osad.
— Ha! ha! — zawołał Holmes, klaszcząc w ręce jak dziecko zachwycone nową zabawką. — I cóż pan na to?
— Zdaje się, istotnie, że to odczynnik bardzo czuły — zauważyłem.