— To mów pan zaraz, tu, przy mnie! — zawołał McMurdo.
— Powiem, kiedy mi się będzie podobało i gdzie zechcę.
— Spokojnie, spokojnie! — upomniał McGinty, wstając z beczki. — Tak nie można. To nasz nowy brat i nie możemy go witać w taki sposób. Uściśnij mu rękę, człowieku, i pogódź się z nim!
— Nigdy! — zawołał rozwścieczony Baldwin.
— Proponowałem, żebyśmy się bili, jeśli uważa się za pokrzywdzonego — rzekł McMurdo. — Jestem gotów z nim walczyć na pięści lub, jeśli woli, w każdy inny sposób, jaki wybierze. A teraz proszę nas rozsądzić, panie radco, jako mistrz loży.
— O co chodzi?
— O młodą damę. Ma prawo wybrać, kogo chce.
— Doprawdy? — zawołał Baldwin.
— Ma w każdym razie prawo wybierać między dwoma braćmi z loży — oznajmił McGinty.
— Och, taka jest pańska decyzja?