— Morris nie wiedział, że mogę zarobić na życie tu, w domu, i nie dowie się, bo uważam go za człowieka pełnego skrupułów. Ale ma dobre serce. Zdawało mu się, że nie mam roboty, i chciał mi pomóc, proponując posadę w swoim sklepie.

— Ach tak, o to chodziło?

— Tak, o to.

— I odmówiłeś?

— Oczywiście. Czyż nie zarobię dziesięć razy więcej w domu, pracując tylko cztery godziny dziennie?

— Słusznie. Ale na twoim miejscu nie zadawałbym się zbytnio z Morrisem.

— Dlaczego?

— Choćby dlatego, że ja tak mówię. Większości ludzi w tych stronach tyle wystarczy.

— Może większości, ale nie mnie, panie radco — rzekł śmiało McMurdo. — Jeśli zna się pan na ludziach, powinien pan wiedzieć.

Olbrzym popatrzył na niego, a jego włochata łapa zacisnęła się na szklance, jakby chciał nią cisnąć w głowę rozmówcy. Potem wybuchnął swoim nieszczerym, hałaśliwym śmiechem.