— Czemu go zastrzelił?

— Co cię to, u diabła, obchodzi? Carnaway kręcił się w nocy koło jego domu, a on go zastrzelił. To mi wystarczy i tobie też powinno. Masz z nim zrobić porządek.

— Są jeszcze dwie kobiety i dzieci. Czy też mam je wysadzić w powietrze?

— Też, inaczej go nie dostaniemy.

— To ostro. One nic nie zrobiły.

— Co to za gadanie? Odmawiasz wykonania?

— Zaraz, zaraz, panie radco. Czy kiedy powiedziałem lub zrobiłem coś takiego, żeby mnie pan posądzał, że uchylę się przed wykonaniem rozkazu mistrza mojej loży? To pańska rzecz decydować, czy to słuszne, czy niesłuszne.

— A zatem zrobisz to.

— Oczywiście.

— Kiedy?