— Przed szóstą rano nie odchodzi żaden pociąg, nie mógł zatem pojechać koleją. Jeśli pójdzie drogą z przemoczonymi nogami, z pewnością ktoś zwróci na niego uwagę. W każdym razie nie mogę stąd odejść, póki ktoś mnie nie zastąpi. Sądzę jednak, że nikt powinien się stąd ruszać, dopóki się nie przekonamy, jak sprawa stoi.

Doktor wziął lampę i oglądnął ciało z bliska.

— Co to za znak? — zapytał. — Czy to może mieć jakiś związek ze zbrodnią?

Prawa ręka trupa, obnażona aż po łokieć, wystawała ze szlafroka. Mniej więcej w połowie przedramienia widać było dziwny brązowy rysunek, trójkąt w kole, odcinający się na tle żółtawej skóry.

— To nie tatuaż — zauważył doktor, przyglądając się przez okulary. — Nigdy nie widziałem nic podobnego. Tego człowieka kiedyś napiętnowano, tak jak piętnuje się bydło. Co to ma znaczyć?

— Nie mam pojęcia — odpowiedział Cecil Barker. — Ale w ciągu tych ostatnich dziesięciu lat wiele razy widywałem u niego ten znak.

— I ja też — rzekł lokaj. — Nieraz, kiedy pan odwijał rękawy, widziałem to samo znamię. Często dziwiłem się, co ma oznaczać.

— W takim razie nie ma nic wspólnego ze zbrodnią — powiedział sierżant. — Niemniej jednak jest dziwne. Wszystko w tym jest dziwne. O, i co znowu?

Lokaj wydał okrzyk zdziwienia i wskazał na wyciągniętą rękę zmarłego.

— Zdjęto mu obrączkę! — jęknął.