— Co?!

— Tak! Pan zawsze nosił złotą obrączkę na małym palcu lewej ręki. O, ten pierścień z samorodkiem złota był ponad nią, a ten w kształcie węża na trzecim palcu. Tu jest samorodek, tutaj wąż, ale obrączka zniknęła.

— To prawda — rzekł Barker.

— Czy chcecie panowie przez to powiedzieć — rzekł sierżant — że obrączkę nosił pod tamtym pierścieniem?

— Zawsze.

— A zatem morderca lub ktoś inny zdjął najpierw pierścień z samorodkiem, potem obrączkę, a potem włożył z powrotem pierścień z samorodkiem.

— Tak jest.

Zacny wiejski policjant potrząsnął głową.

— Zdaje mi się, że im prędzej damy znać do Londynu, tym lepiej — rzekł. — White Mason to rozgarnięty człowiek. White Mason zawsze sobie dawał radę sam. Ale w tym wypadku mam wrażenie, że zwrócimy się o pomoc do Londynu. W każdym razie nie wstydzę się przyznać, że to zadanie przekracza moje siły.

Rozdział IV. Ciemności