— Uderzyło mnie, że był trochę podniecony i jakby niespokojny.

— Ha! Zatem napad nie był zupełnie niespodziewany. Zdaje się, że czynimy pewne postępy, prawda? A może pan się zajmie przesłuchiwaniem, inspektorze?

— Nie, panie Holmes; jest w lepszych rękach.

— Dobrze, a zatem przejdziemy do tej kartki „D. V. 341”. To zwykły kartonik. Macie taki w domu?

— Nie sądzę.

Holmes przemierzył pokój, podszedł do biurka i z obu stojących na nim kałamarzy kapnął nieco atramentu na bibułę.

— Tego tu nie pisano — powiedział. — Ten atrament jest czarny, a tamten czerwony. Kartkę zapisano tępą stalówką, a te są ostre. Nie, napis sporządzony został, że się tak wyrażę, gdzie indziej. Czy macie o nim coś do powiedzenia, Amesie?

— Nie, proszę pana, nic.

— Co pan sądzi, inspektorze?

— Robi to wrażenie jakiejś tajemnego stowarzyszenia. Tak samo i piętno na przedramieniu.