McMurdo wskazał na policjantów i uśmiechnął się.
— Ucieszyliby się z pewnością, gdybym im powiedział — rzekł.
Scanlan chrząknął porozumiewawczo.
— W kłopocie? — zapytał szeptem.
— Ciężkim.
— Sprawa kryminalna?
— I tak dalej.
— Zabójstwo?
— Szkoda słów — rzekł McMurdo z miną człowieka, który spostrzegł, że powiedział zbyt wiele. — Miałem swoje powody, żeby opuścić Chicago, i niech ci to wystarczy. Po co się o to pytasz?
Jego szare oczy błysnęły gniewnie zza okularów.