— Może w Chicago...
— Przecież to to samo stowarzyszenie.
— Doprawdy?
Scanlan przyjrzał mu się długo i uważnie. W jego oczach było coś złowrogiego.
— Więc nie?
— Powiesz mi o tym za miesiąc. Słyszałem, że miałeś małe starcie z policjantami po tym, jak wysiadłem z pociągu.
— Skąd wiesz?
— Och, słyszałem... nowiny rozchodzą się tu prędko, na dobre i na złe.
— Tak jest. Powiedziałem tym psom, co o nich myślę.
— Na Boga, sądzę, że przypadniesz do serca McGinty’emu.