— Czyżby nie lubił policjantów?

Scanlan wybuchnął śmiechem.

— Idź i zobacz się z nim, mój chłopcze — powiedział, żegnając się. — Inaczej całą swoją nienawiść do policji przeleje na ciebie. Dlatego usłuchaj przyjacielskiej rady i idź zaraz.

Tak się złożyło, że tego samego wieczoru McMurdo miał jeszcze jedną, ważniejszą sprawę, która skłoniła go, by poszedł za radą. Być może zaloty do Ettie stały się bardziej widoczne, a może gospodarz dopiero teraz zdał sobie z nich sprawę, dość że wezwał młodzieńca do swojego prywatnego pokoju i od razu przystąpił do rzeczy.

— Zdaje się, mój panie — rzekł — że Ettie wpadła panu w oko. Czy to prawda?

— Tak, to prawda — odpowiedział młody człowiek.

— Otóż chciałem panu powiedzieć, że nic z tego nie będzie. Stara się o nią ktoś inny.

— Mówiła mi o tym.

— Mówiła panu prawdę. Ale czy wspominała, kto to taki?

— Nie. Pytałem, ale nie chciała mi powiedzieć.