— Nie śmiała powiedzieć. Może nie chciała pana przestraszyć.
— Przestraszyć? — McMurdo zaperzył się w jednej chwili.
— A tak, mój przyjacielu! Nie ma się co wstydzić tego strachu! To Teddy Baldwin.
— I któż to jest, u diabła?
— Jeden z szefów Grasantów.
— Słyszałem już o nich. Wspomina się o Grasantach to tu, to tam, a zawsze szeptem. Czego się ich wszyscy tak boicie? Kim są ci Grasanci?
Właściciel pensjonatu instynktownie zniżył głos, jak każdy, kto mówił o straszliwym stowarzyszeniu.
— Grasanci — rzekł — to Prześwietny Zakon Wolnych Ludzi.
Młody człowiek drgnął.
— Jak to?! Przecież sam należę do tego zakonu.