— Dlaczego tutaj?
— Bo wyczytałem w gazetach, że tu nie zwracają uwagi na podobne drobiazgi.
McGinty roześmiał się.
— Byłeś najpierw fałszerzem, potem mordercą, a teraz przyjechałeś w te strony, myśląc, że powitamy cię tu z otwartymi rękami?
— Otóż to — odpowiedział McMurdo.
— Mam wrażenie, że daleko zajdziesz. Powiedz, czy potrafisz jeszcze robić te dolary?
McMurdo wyjął kilka monet z kieszeni.
— Te nigdy nie widziały mennicy w Waszyngtonie — rzekł.
— Nie mów! — McGinty trzymał je do światła na swej ogromnej, owłosionej jak u goryla ręce. — Nie widzę różnicy. No, będziesz, jak sądzę, bardzo użytecznym bratem. Przyda nam się paru takich ludzi. W dzisiejszych czasach musimy dbać przede wszystkim o siebie. Wkrótce zostalibyśmy zepchnięci pod ścianę, gdybyśmy nie odpychali tych, którzy nas popychają.
— Cóż, myślę, że sprawię się w tym równie dobrze co reszta braci.