— Patrzę na ciebie i wyciągam wnioski. Wiem także, iż niedawno chodziłeś po mieście podczas wielkiej słoty i że masz bardzo niedbałą i leniwą służącą.

— Mój kochany Holmesie — rzekłem — przestań już, proszę cię. Gdybyś żył o parę stuleci przedtem, spalonoby cię na stosie. Istotnie zeszłego czwartku odbyłem wycieczkę na wieś podczas okropnej słoty i wróciłem do domu cały zmoczony i zabłocony. Nie wyobrażam sobie jednak, jakim sposobem możesz o tym wiedzieć, bo natychmiast zmieniłem ubranie. A co do Mary Jane, to jest ona istotnie bardzo niedbała, moja żona wymówiła jej już nawet służbę, ale skąd do licha możesz o tym wiedzieć?

Sherlock zaśmiał się cicho i zatarł z zadowoleniem swe nerwowe, wąskie dłonie.

— Przecież to takie proste! — rzekł. — Widzę doskonale, że na wewnętrznej stronie twego lewego trzewika, która właśnie wystawiona jest ku światłu w tej chwili, skóra jest sześć razy w jednym miejscu nad podeszwą nacięta. Mógł to zrobić tylko ktoś, kto bardzo nieuważnie zeskrobywał błoto jakimś ostrym narzędziem z brzegów podeszwy. I stąd mój podwójny wniosek: że musiałeś się bardzo zabłocić, wychodząc w niepogodę, i że masz obecnie w służbie szczególnie niedbały i niezręczny okaz londyńskiej pokojówki. Co zaś do twojej praktyki, to doprawdy musiałbym mieć bardzo słabą głowę, gdybym w jegomości pachnącym jodoformem, mającym plamkę od azotanu srebra na palcu wskazującym prawej ręki oraz wybrzuszenie na boku cylindra pokazujące, gdzie schował stetoskop, nie poznał od razu praktykującego lekarza!

Uśmiechnąłem się, słysząc te słowa, będące popisem zdumiewającej szybkości i swobody wnioskowania.

— Skoro słyszę, jak rozumujesz — rzekłem — wydaje mi się to bardzo proste i sądzę, że i ja potrafiłbym to czynić. A jednak dowody twej bystrej obserwacji wprawiają mnie zawsze w zdumienie, kiedy je tak rozwijasz przede mną. A przecież mam wzrok równie dobry, jak ty!

— Tak! — rzekł, zapalając papierosa, po czym siadł na fotelu. — Widzisz dobrze, ale nie obserwujesz. Różnica jest jasna. Widziałeś zapewne na przykład wiele razy kamienne schody, które prowadzą od progu domu aż do tego pokoju?

— O tak! Bardzo wiele razy!

— Ile? Powiedz liczbę.

— No, myślę, że widziałem je kilkaset razy z pewnością!