— Zatem będziesz mi mógł zapewne powiedzieć: ile mają stopni?
— Ile stopni? Nie mam pojęcia ile!
— Widzisz więc, że patrzyłeś na nie, ale nie obserwowałeś ich. A ja wiem zupełnie dokładnie, że jest tych stopni siedemnaście, bo patrząc, policzyłem je: uczyniłem na nich obserwację. Ale à propos. Wiem, że interesowały cię zawsze moje różne kryminalistyczne awantury i zdarzenia, opisałeś nawet niektóre z nich, więc przypuszczam, że prawdopodobnie zajmie cię i to! — Z tymi słowy podał mi arkusik różowego, grubego, listowego papieru leżący na stole. — Odebrałem to właśnie ostatnią pocztą, przeczytaj!
List, który mi podał, nie miał ani podpisu, ani też daty, a brzmiał następująco:
„Pewien pan, który pragnie pomówić z panem Holmesem w bardzo ważnej sprawie, odwiedzi Go dzisiaj o trzy kwadranse na ósmą3. Usługi, jakie pan Sherlock Holmes oddał niedawno jednemu z europejskich panujących domów starczą mi za dowód, że można Mu powierzyć sprawy największej wagi i dyskrecji. Takie sprawozdanie otrzymaliśmy ze wszystkich stron. Proszę więc Pana Holmesa, by zechciał być w domu o powyżej wskazanej godzinie i by nie brał za złe swemu zapowiedzianemu gościowi, że przybędzie on w masce na twarzy”.
— Za tym kryje się jakaś tajemnica! — zauważyłem. — Czyś już coś odkrył?
— Jeszcze nie mam żadnych danych. A sądzę, że wielkim błędem jest teoretyzować, zanim się ustali dane. Nieświadomie zaczyna się przekręcać fakty, aby pasowały do teorii, zamiast budować teorię na podstawie faktów. Ale cóż myślisz o samym liście?
Przyjrzałem się dokładnie pismu i papierowi.
— Zdaje mi się, że ten, kto to pisał, jest człowiekiem żyjącym w dostatku — rzekłem, usiłując naśladować sposób wnioskowania mego przyjaciela. — Użyty papier kosztował nie mniej niż pół korony za paczkę, jest szczególny, bardzo gruby i sztywny.
— Szczególny to dobre słowo — rzekł Holmes — w każdym razie nie został wyprodukowany w Anglii. Spojrzyj nań pod światło.